<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<!-- generator="wordpress/2.3" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>Biblioteka w Kanikogradzie</title>
	<link>http://biblioteka.mikronacje.info</link>
	<description>www.scholandia.org</description>
	<pubDate>Sat, 10 May 2008 11:17:11 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.3</generator>
	<language>en</language>
			<item>
		<title>Wędrujacy Templariusz i Pan Premier zdobywają szczyt Pik Optimizma</title>
		<link>http://biblioteka.mikronacje.info/wedrujacy-templariusz-i-pan-premier-zdobywaja-szczyt-pik-optimizma/</link>
		<comments>http://biblioteka.mikronacje.info/wedrujacy-templariusz-i-pan-premier-zdobywaja-szczyt-pik-optimizma/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 10 May 2008 11:16:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://biblioteka.mikronacje.info/wedrujacy-templariusz-i-pan-premier-zdobywaja-szczyt-pik-optimizma/</guid>
		<description><![CDATA[Po pięknej nocy w elfidzkim lesie i równie ciekawym pobycie w „Niczym ciekawym&#8221; ruszyłem na południe, do Kanikogradu, gdzie obowiązki burmistrza miasta i jednocześnie Prefekta prowincji Dolii i Faerie pełni Pan Premier Janusz Lis. To do niego skierowałem swe kroki, zaraz po przybyciu do miasta. Mieliśmy razem zdobyć szczyt Pik Optimizma. Zapukałem do drzwi, po [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po pięknej nocy w elfidzkim lesie i równie ciekawym pobycie w „Niczym ciekawym&#8221; ruszyłem na południe, do Kanikogradu, gdzie obowiązki burmistrza miasta i jednocześnie Prefekta prowincji Dolii i Faerie pełni Pan Premier Janusz Lis. To do niego skierowałem swe kroki, zaraz po przybyciu do miasta. Mieliśmy razem zdobyć szczyt Pik Optimizma. Zapukałem do drzwi, po czym usłyszałem duży łomot i ciche „cholera&#8221;. Drzwi otworzyły się, a w nich ukazał się pan premier z liną.</p>
<p>- O widzę, że przygotowania idą pełną parą? – zapytałem z uśmiechem na twarzy.</p>
<p>- A no tak. Próbuje się spakować, ale ten sprzęt strasznie się plącze&#8230;</p>
<p>- Pomogę Panu.</p>
<p>Po chwili cały sprzęt do wspinaczki był w dużym plecaku Pana Janusza. Sam też mam zawsze z tym problem, ale jak widać, „co dwie głowy to nie jedna&#8221;.</p>
<p>Po uporaniu się ze sprzętem do wspinaczki, Pan Janusz oprowadził mnie po mieście. W Kanikogradzie zachwyciły mnie potężne budowle gotyckie, lub utrzymane w podobnej stylistyce. Tu musze wymienić przede wszystkim Katedrę pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny.</p>
<p>Lecz Kanikogradowi nie można odmówić również innych pięknych budynków, jak na przykład siedziba władz miejskich, czyli Ratusz. Jest to piękna renesansowa budowla. Jak powiedział mi Pan Janusz ukończono ją w 1591 r. według projektu Cedrica van Dijk i z inicjatywy ówczesnego burmistrza Arjena van Langena.</p>
<p>Po krótkim spacerze, wróciliśmy do domu Pana Premiera po sprzęt i pojechaliśmy zwiedzić Kamienny Krąg nieopodal miasta. Jak się dowiedziałem budowa tego dziwnego obiektu trwała od początków III tysiąclecia, aż do II tysiąclecia przed naszą erą. Jego przeznaczenie jest do dzisiaj nieznane. Miejscowe opowieści mówią, że jest to grób celtyckiej królowej Boudicci,<br />
zmarłej w 60 r. n. e.</p>
<p>Od kamiennego kręgu pojechaliśmy do Salvepola. To stąd mieliśmy wyruszyć na Pik Optimizma. Pierwszego dnia mieliśmy dojść do granicy śniegu na wysokości 2000 metrów n.p.m i w tymże miejscu przenocować.</p>
<p>Wchodziliśmy od mniej stromej północno-wschodniej strony. Wędrówka szła bardzo łatwo i bezproblemowo. Łagodnym dziarskim krokiem przemierzaliśmy kolejne piętra roślinności. Gdy minęliśmy już kosodrzewinę roztaczał się przed nami przepiękny pejzaż. Na trawach pasły się różnorakie zwierzęta, które najwyraźniej nie przejmowały się widokiem dwóch ludzi z wielkimi<br />
plecakami. W bardziej stromych miejscach biegały kozice, a z ziemi, co rusz to pojawiały się głowy świstaków.</p>
<p>Rozbiliśmy namiot i zjedliśmy kolację. Prawdopodobnie ostatni ciepły posiłek, aż do jutrzejszego zejścia ze szczytu. Plan był bardzo ambitny. Jednego dnia zdobyć szczyt i zejść, co najmniej na wysokość 1000 metrów.</p>
<p>Następnego dnia wstaliśmy razem ze słońcem. Zjedliśmy śniadanie z suchego prowiantu, zostawiliśmy niepotrzebny dalej sprzęt jak namiot i ruszyliśmy po oszronionej trawie ku zalegającemu śniegowi. Było naprawdę zimno. Temperatura na pewno spadła poniżej 5 stopni Celsjusza. Podróż na prawdę szła gładko. Przeszliśmy bez problemu na wysokość 3000 metrów. Tu musieliśmy wyjąć sprzęt w postaci haków, gdyż ściana nie była całkowicie pionowa, ale<br />
wejście bez narzędzi było niemożliwe. Wtem niedaleko nas na skarpę zaczął wbiegać czarny wilk. Pomyślałem: „Co może robić wilk na tej wysokości i dlaczego jest czarny?&#8221;. W chwili, gdy zobaczyliśmy go, nie było nawet czasu, by pomyśleć o odpowiedzi na te pytania. Ostrymi pazurami zaczepiał się o śnieg i niczym błyskawica zniknął z zasięgu naszego wzroku.</p>
<p>Gdy już wspięliśmy się na urwisko po wilku został tylko trop. Uznałem, że sprawdzenie, co to za gatunek jest ważne, ale nie mamy szans na jego znalezienie, a zbaczanie z najłatwiejszej do wejścia trasy może się dla nas bardzo źle skończyć. Powiedziałem o tym Panu Januszowi, a on mi przytaknął.</p>
<p>Pokonaliśmy jeszcze cztery strome wejścia oraz jedną pionową ścianę, choć nie był a wysoka, miała około 3-4 metry wysokości. Od wysokości mniej więcej 3500, podróż była już bardzo męcząca, ze względu na dużą stromość zbocza, ale możliwą do pokonania bez dodatkowego osprzętu. O godzinie 12:31 stanęliśmy na szczycie. Obok kilku scholandzkich flag, postawiłem drewniany krzyż, bo czym innym może zaznaczyć zdobycie szczytu zakonnik.</p>
<p>Natychmiast po krótkim delektowaniu się upragnionym zwycięstwem nad górą, zaczęliśmy schodzić. Niestety prawdopodobnie zboczyliśmy z trasy, bo po dłuższym marszu w dół zapadliśmy się w lodowiec!</p>
<p>Ocknąłem się i zobaczyłem nad sobą Pana Janusza. Strasznie bolała mnie głowa i nie mogłem ruszyć ręką.</p>
<p>- Żyje Pan – zapytał Premier.</p>
<p>- Tak, ale chyba złamałem rękę.</p>
<p>- No to jesteśmy kwita, ja mam skręconą kostkę.</p>
<p>Usiadłem, a Pan Janusz oparł o mnie zdrową nogę i pociągnął z całej siły nastawiając moja rękę. Włożyłem ją w prowizoryczne nosidło zrobione z mojego płaszcza, a potem usztywniliśmy kostkę premiera.</p>
<p>- Hmm.. to jak teraz wyjść? A może czekać na ratunek? – zapytałem Pana Lisa.</p>
<p>- Ciii&#8230; – odpowiedział mi Premier i obaj zamilkliśmy nasłuchując dziwnego szumu.</p>
<p>- Co to? – zapytałem.</p>
<p>- Rzeka, po drugiej stronie góry jest źródło. Niech Pan zbada skąd dochodzi ten głos bo ja nie mogę chodzić.</p>
<p>Przeszedłem się po całym widocznym terenie. Wszędzie na około tylko lód i lód, a do powierzchni jakieś 3 metry. Z obrażeniami nie mieliśmy szans wejść tam. Nagle w lodzie zobaczyłem ciemniejsze miejsce. Wziąłem hak i zacząłem uderzać w lód, który po chwili ustąpił, a mnie uderzyła fala ciepłego powietrza bijąca z odkrytej jaskini.</p>
<p>- Panie Januszu! Znalazłem! Idziemy! Może rzeczywiście ta jaskinia ma drugie wyjście.</p>
<p>I zaczęliśmy schodzić w głąb ciemnej jaskini. Pan Premier opierał się na moim zdrowym ramieniu, a drugą ręka oświetlał latarką drogę. Droga była bardzo stroma, ale wystające skały ułatwiały nam schodzenie. Po mniej więcej dwóch godzinach znaleźliśmy się na rozwidleniu. Pan Janusz już po raz trzeci wymienił baterie informując mnie, że to już przedostatni zestaw. „Po ciemku<br />
za daleko nie zajdziemy, a kto wie ile jeszcze rozwidleń nas czeka&#8230;&#8221; pomyślałem. Po kilku minutach odpoczynku po ciemku z góry zaczął dochodzić łoskot. Zbliżał się z sekundy na sekundę. Zapaliłem latarkę i zobaczyłem tego dziwnego czarnego wilka! Wbiegł w prawy tunel. Natychmiast ruszyliśmy jego śladem. „Skoro wilk tam czegoś szuka, to tam coś musi być. Może<br />
wyjście?&#8221;.</p>
<p>Na szczęście przez dłuższy czas nie musieliśmy znowu stawać przed wyborem drogi. Tunel był prosty i prowadził w jednym określonym kierunku. Po kolejnych 3 godzinach powolnego marszu, ze światłem zapalanym tylko w razie potrzeby, dotarliśmy do strumyka. Ucieszyliśmy się, że być może spłyniemy nim, lub chociaż doprowadzi nas do wyjścia, lecz niestety ginął w wąskim<br />
przesmyku skalnym. Uzupełniliśmy wodę i ruszyliśmy dalej.</p>
<p>Po kolejnych dwóch godzinach znaleźliśmy się w ogromnej grocie, ale bardzo dusznej. Już miałem zapalić latarkę, gdy usłyszałem nad głową maleńkie popiskiwania. „Nietoperze? Tutaj?&#8221;. Wtem usłyszałem znany nam już głos czarnego wilka. Przeczuwając, że to on jest powodem tego ruchu zapaliłem światło, wiedząc, że i tak zaraz będzie to pole bitwy i przed piskiem<br />
nietoperzy nic nas nie uchroni. Grota była ogromna. Miała, co najmniej 10 metrów wysokości i 12 metrów średnicy. Z każdej strony biegły tunele, a ściany miały bardzo liczne półki skalne. Na tych półkach zalegały tysiące nietoperzy. Nagle z trzech tuneli wybiegły wilki i niczym psy pasterskie zagnały chmarę nietoperzy w czwarty tunel, skąd dobiegł nas odgłos całej<br />
watahy. Już wiedzieliśmy gdzie jest wyjście z tunelu, ale mieliśmy przecisnąć się przez tłum walczących miedzy sobą ssaków. W ostatnim porywie sił wrzuciłem Pana Janusza na plecy i trzymając go tylko jedna zdrową ręką pobiegłem wprost w szalejące zwierzęta. Wtedy dopiero pożałowałem, że zbroje zostawiłem w Kanikogradzie. W przyłbicy byłoby o wiele łatwiej, a tu czułem na swoim ciele i twarzy każdego nietoperza, a na końcu w łydkę ukąsił mnie<br />
wilk. Gdy poczułem, że już mogę swobodnie się poruszać spojrzałem za siebie gdzie wataha otaczała kręgiem mieszkańców groty. Przewiązawszy szmatką krwawiącą ranę i cały obolały ruszyłem wraz z Panem Lisem w dół jaskini.</p>
<p>Po około czterech godzinach uciążliwego marszu wreszcie wyszliśmy z jaskini. Była już noc, ale przy świetle Księżyca udało się nam zobaczyć, że byliśmy na poziomie świerkowych lasów. Zmęczeni drogą, nie zważając na niebezpieczeństwa zasnęliśmy na mchu.</p>
<p>Rano zeszliśmy w dół. Okazało się, że jaskinia, którą przeszliśmy przechodziła przez całą górę Pik Optimizma. Po naradzie z Panem Lisem jaskinię nazwaliśmy imieniem Kariny Stachowiak, byłej premier Scholandii pochodzącej z Kanikogradu.</p>
<p>Mam nadzieję, że Scholandczycy, nie będą mieli mi za złe, że zwracam Pana Premiera ze skręconą kostką?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://biblioteka.mikronacje.info/wedrujacy-templariusz-i-pan-premier-zdobywaja-szczyt-pik-optimizma/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Wizyta Templariusza w Arden i Inselii</title>
		<link>http://biblioteka.mikronacje.info/wizyta-templariusza-w-arden-i-inselii/</link>
		<comments>http://biblioteka.mikronacje.info/wizyta-templariusza-w-arden-i-inselii/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 May 2008 13:05:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://biblioteka.mikronacje.info/wizyta-templariusza-w-arden-i-inselii/</guid>
		<description><![CDATA[*TOMANIA* - Niewielka wyspa w Archipelagu Inselijskim (482km2), położona na południe od wyspy Inselii. Ze względu na występujące to endemiczne gatunki zwierząt cała wyspa jest ścisłym rezerwatem przyrody jako Tomanijski Park Narodowy.
*TOMANIK LASKOWY * - endemiczny ssak lądowy, zbliżony wielkością i wyglądem do okapi, zamieszkujący lasy wyspy Tomanii. Populacja TL liczy obecnie ok. 5.5 tys. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>*TOMANIA*</strong> - Niewielka wyspa w Archipelagu Inselijskim (482km2), położona na południe od wyspy Inselii. Ze względu na występujące to endemiczne gatunki zwierząt cała wyspa jest ścisłym rezerwatem przyrody jako Tomanijski Park Narodowy.</p>
<p><strong>*TOMANIK LASKOWY *</strong> - endemiczny ssak lądowy, zbliżony wielkością i wyglądem do okapi, zamieszkujący lasy wyspy Tomanii. Populacja TL liczy obecnie ok. 5.5 tys. osobników. Jest on objęty całkowitą ochroną na terenie Tomanijskiego Parku Narodowego.</p>
<p><strong class="moz-txt-star"><span class="moz-txt-tag">*</span>TOMANIJSKI PARK NARODOWY<span class="moz-txt-tag">*</span></strong> - Ścisły rezerwat przyrody, położony na wyspie Tomania, na terenie prowincji Inselia. TPN, obejmujący całą wyspę Tomanię (482 km2), utworzono głównie dla ochrony najrzadszych okazów fauny, żyjących na tej wyspie, zwłaszcza zaś Diabła Tomanijskiego, Tomanika laskowego i Henga kristyjskiego, gatunków endemicznych, występujących jedynie na Tomanii. Na terenie Rezerwatu prowadzone są badania zoologiczne, finansowane przez władze prowincji Inselia.</p>
<p>*Tomania - środowisko niczym nie skażone</p>
<p>*<br />
Po przygodach na Tomanii udało mi się wrócić do Internetii. Z poślizgiem, ale zaraz wytłumaczę co było tego powodem. Odkrycia zoologiczne, botaniczne, akcja, przygoda i końcowa zagadka. To wszystko w dzisiejszym opisie przygód Wędrującego Templariusza.</p>
<p>Wczoraj z samego rana wraz z Prefektem Arden i Inselii Marcinem Landeckim wyruszyliśmy z Portu im. Bartosza Balcera dwuosobowym jachtem w kierunku Tomanii. Sam Port jak i Internetia zrobiły na mnie bardzo duże wrażenie. Teoretycznie długo mieszkałem w mieście portowym Trypolis w Udzielnego Księstwa Zakonu Templariuszy, ale był to raczej mały turystyczny port, a tutaj podczas opuszczania portu minęło nas co najmniej dziesięć ogromnych promów, w tym Webb 2, czyli prom-bliźniak Queen Mary 2. Opisując Queen Mary na referacie w szkole, nie miałem pojęcia, że te okręty są aż tak ogromne!</p>
<p>Do Internetii ze Scholiopolis przybyłem w piątek po południu, więc miałem trochę czasu by pozwiedzać to piękne miasto. Jak sie okazało kampania promocyjna nie kłamała. Miejscowość jest przepiękna, ale ja jako templariusz postanowiłem zwiedzić to co mi najbliższe, ze stron w, których jeszcze do nie dawna mieszkałem. Zawsze żałowałem, że decyzją mojego ojca Trypolis został podzielony na sektory przeznaczone wyznawcom różnych religii. Nigdy, nie miałem okazji blizej przyjrzeć sie kulturze żydowskiej. Nadrobiłem to w tutejszym Muzeum Judaizmu. W dawniejszej synagodze zbudowanej przez Króla Armina Fryderyka na miejscu starego obiektu mieści się obecnie gmach muzeum z nielicznym, ale bardzo interesującymi eksponatami.</p>
<p>Wracając do rejsu na Tomanię. W życiu nie widziałem tak krystalicznych wód! Z pokładu mogłem dojrzeć barwne rafy koralowe. Podjąłem wtedy postanowienie, że nie mogę tego tak zostawić i na pewno kiedyś tu wrócę ze sprzętem do nurkowania. Nie do końca jest to prawdą, bo pierwsza moja myśl brzmiała &#8220;Kupię sprzęt w Internetii i tu wrócę&#8221;, ale jeszcze nie wiedziałem co mi sie przydarzy na Tomanii.</p>
<p>Około godziny 9:00 dopłynęliśmy do Tomanii. Z racji niebezpieczeństwa ze strony diabłów tomanijskich i innych równie groźnych zwierząt, postanowiłem umówić się z Panem Landeckim, że będzie czekał na mnie wieczorem po drugiej stronie tej niewielkiej wyspy. Zszedłem na ląd i to co zobaczyłem przeszło moje najskrytsze marzenia! Tuż za niewielką plażą rozpościerał się ogromny las, a spod moich nóg uciekały wystraszone skorupiaki, nieprzywykłe do widoku ludzi na plaży. W głębi lasu nie trudno było dostrzec ruchy zwierząt. Na krótką chwilę na plażę wybiegł tomanik laskowy. To, że tak szybko<br />
zobaczyłem tego ptaka podobnego do australijskiego okapi, zaszczepiło we mnie dużą dawkę optymizmu. Teraz byłem juz pewien, że na pewno zobaczę diabła tomanijskiego, a może nawet henga kristyjskiego, człekokształtną małpę, która podobnie jak przodkowie homo sapiens wykazuje skłonności do wytwarzania kultury i łączenia się w społeczeństwa.</p>
<p>Wszedłem do lasu. Przemierzałem go raźnym krokiem wypatrując w dali ciekawych okazów do opisania i o mało co nie zrobiłem strasznej rzeczy! Moja noga zatrzymała się nad wielkim owadem z rodziny jelonkowatych. Nazwałem go jelonkiem tomanijskim i ma 15 cm długości czyli ponad dwa razy tyle niż znany wszystkim jelonek rogacz! Szczegółowo opisałem go w Micropedii.</p>
<p>Po dłuższym opisywaniu jelonka tomanijskiego (w końcu muszę zobaczyć gdzie mieszka mój nowy przyjaciel i poznać jego partnerkę) moja biologiczna ciekawość padła na duży kwiat pomiędzy drzewami. Co mnie zadziwiło, rósł całkowicie samotnie, naokoło nie było żadnej rośliny, a i gęste korony drzew nad nim tworząc rodzaj oświetlenia nad nim w tym ciemnym lesie. W tym osobliwym otoczeniu wyglądał jak jeden ze skarbów odrywanych przez Indianę Jonas&#8217;a. Zbliżyłem się do tego kwiatu i rozwiązałem zagadkę, dlaczego rośnie tak samotnie. Był zakorzeniony dokładnie w centrum trzęsawiska! Zacząłem<br />
główkować jak się do niego dostać. Przez chwilę pod wpływem miejsca przeszło mi przez myśl, by użyć do tego bata, ale wybrałem mniej inwazyjną metodę. Mój wzrok padł na dwa duże konary. Stękając jak mój stryj Fryderyk w toalecie, ułożyłem je w ten sposób, że nie zapadały się, a potem przeszedłem jak po moście nad ruchomymi piaskami. Zrobiłem notatki i szybki szkic, po czym wyrwałem jego rozłogę i schowałem do torby. Nie powinienem tego robić w rezerwacie, ale to w celach badawczych! Mam nadziej, że Scholandczycy wybaczą mi tą zbrodnię. Opis kwiatu, który nazwałem lilią trzęsawiskową,<br />
jest dostępny w Micropedii i tam również pojawi się wynik moich badan nad tym jak ten kwiat sie ukorzenia (do tego jest mi potrzebna ta rozłoga).</p>
<p>Po powrocie na stały grunt, na lilii usiadł ogromny, przepiękny motyl, po czym odleciał. Szybko wydobyłem składaną siatkę na motyle, którą chciałem złapać tego owada, ale po pewnym czasie ze ścigającego stałem sie ściganym przez diabła tomanijskiego. Potykając się o konary nadal biegłem za motylem, mając nadzieję na jego złapanie mimo pieniącego się torbacza wielkości niedźwiedzia za moimi plecami. Później żałowałem swojego oślego uporu gdyż trafiłem na zamkniętą z jednej strony wysokim urwiskiem polanę. Bez drogi<br />
odwrotu stanąłem oko w oko z wielkim zwierzęciem. Wtedy zorientowałem się, że po drodze zgubiłem miecz! Chwyciłem dziwny kamień leżący przy mojej nodze, umocowany na drewnianym drążku, zamknąłem przyłbicę i straciłem przytomność.</p>
<p>W nocy, gdy sie ocknąłem stał nade mną Pan Marcin z latarką. O dziwo nie byłem już przy urwisku, a niedaleko plaży.</p>
<p>- To Pan mnie tu przyniósł? - zapytałem Prefekta.</p>
<p>- Nie. Właśnie Pana znalazłem. Szukam Pana od kilku godzin.</p>
<p>Wróciliśmy na jacht. Z okropnym bulem głowy oglądałem moje rzeczy. Kilka zarysowań na naramiennikach, pusta pochwa po mieczu, a w torbie wszystko co miałem wcześniej i&#8230; garść owoców&#8230; Może jednak spotkałem jakiegoś henga kristyjskiego&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://biblioteka.mikronacje.info/wizyta-templariusza-w-arden-i-inselii/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Wędrujący Templariusz w Bergii i Elfidzie</title>
		<link>http://biblioteka.mikronacje.info/wedrujacy-templariusz-w-bergii-i-elfidzie/</link>
		<comments>http://biblioteka.mikronacje.info/wedrujacy-templariusz-w-bergii-i-elfidzie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 May 2008 13:00:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://biblioteka.mikronacje.info/wedrujacy-templariusz-w-bergii-i-elfidzie/</guid>
		<description><![CDATA[Podróż miała być awanturnicza na co wskazywał początek, a stała sie mistyczna. Piszę zawsze jednym tchem i nie zmieniam treści tego co napisałem wcześnie więc widać jak duch niegdyś zamieszkujących tu elfów silnie na mnie wpłynął.
Z Internetii wybrałem się w podróż do kolebki bardzo znanej historykom kultury elfidzkiej, do Elfidy. Przed wyruszeniem, mimo skwaru w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Podróż miała być awanturnicza na co wskazywał początek, a stała sie mistyczna. Piszę zawsze jednym tchem i nie zmieniam treści tego co napisałem wcześnie więc widać jak duch niegdyś zamieszkujących tu elfów silnie na mnie wpłynął.</p>
<p>Z Internetii wybrałem się w podróż do kolebki bardzo znanej historykom kultury elfidzkiej, do Elfidy. Przed wyruszeniem, mimo skwaru w tym ciepłym klimacie, przykryłem swoje i tak niezbyt przewiewne ubranie dodatkowym płaszczem. Ruszałem do Elfidy, gdzie komuniści poinformowali o wyrwaniu sięz rąk „monarchofaszystowskiej&#8221; Scholandii. Ten socjalwyrwoterytorystyczny<br />
lud zwie siebie Gnomami. Nie mogłem pokazać się tam jako templariusz, gdyż nie dawno Gnomowie wydali „Koalicje antyburbońską&#8221;, więc Bourbon w spotkaniu z Gnomem bynajmniej nie mógł czuć się bezpiecznie. Z tego też powodu wziąłem ze sobą moją dubeltówkę, którą zwę „Shadówką&#8221; od imienia Pana Shade&#8217;a z WinkTown, który mi ja podarował. Z tego co wiem prawo scholandzkie nie reguluje posiadania broni palnej, więc nie miałem sobie nic do zarzucenia.</p>
<p>Podróż, do Elfidias minęła bardzo szybko i sprawnie, a to za sprawą połączenia kolejowego i świetnego pociągu, jakim jechałem. TGV-v201 zdecydowanie zasługują na miano jednych z najlepszych pociągów kursujących regularnie.</p>
<p>Tym razem postanowiłem trochę dłużej zająć się zwiedzaniem miejsc kultury, gdyż właśnie dlatego przybyłem do Elfidy. Po mieście oprowadził mnie pełniący obowiązki prefekta Pan Kuba Pakulski. </p>
<p>Chyba największe wrażenie na mnie zrobił Zamek Tomasza Wyspiańskiego. Z niemałymi problemami, ale udało nam się zobaczyć, co najmniej część tego kompleksu. Zdziwiłem się, gdy Pan Pakulski poinformował mnie, że właściciel, niegdyś znany polityk Tomasz Wyspiański opuścił tak wspaniały budynek i Scholandię. Gdybym miał taki dom to nie wiem, czy bym go opuścił. Niestety takie marzenia, są marzeniami ściętej głowy, bo nawet najwspanialszy zamek<br />
zapewne dzieliłbym z współbraćmi. Taki los zakonnika, ale sam się na niego zgodziłem.</p>
<p>Ale prawdziwym elementem kultury elfickiej Muzeum Kultury Elfickiej na Zamku Lahnstein. W porównaniu do Muzeum Judaizmu, jest ono o wiele bogatsze w różnorakie zbiory. Szczególnie zainteresowała mnie tu broń elficka. Gdy oglądałem te kunsztownie wykonane miecze, coraz mniej tęskniłem, za tym, który zgubiłem na Tomanii. Każdy wysadzany drogocennymi kamieniami, a precyzja wykonania tych rękojeści wybitnie świadczy o tym, iż jest to dzieło<br />
Elfów. Przechodząc się po Zamku coraz bardziej czułem tęsknotę za Elfami, chociaż tak na prawdę ani jednego nie znałem. Niewątpliwie duży wpływ miały na to opowieści, jakimi uraczył mnie Pan Kuba Pakulski o Królu Ramusie i jego towarzyszce Traithar. Tą samą opowieść snuł gospodarz tego zamku. Podobnie jak Tomasz Wyspiański, hrabia von Lahnstein, znany również jako Jerzy Gołowanow opuścił swoja piękną siedzibę.</p>
<p>Oprócz zwiedzania zamków Pan Kuba oprowadził mnie również po miejscach, gdzie ustawiono pomniki ściśle związane z historią regionu. Muszę przyznać, że w moim krótkim pobycie w polskim v-świecie nigdy nie pomyślałem o tym, że zasłużone osoby można honorować w ten sposób. Aż dziwne, że tak świetny pomysł jest tak głęboko zakamuflowany wewnątrz prowincji, a nie jest promowany jako jedna z jej głównych atrakcji. W Bergii i Elfidzie ujrzałem<br />
cztery: Michała Sawickiego, Andrzeja von Nuerenberga, Nieznanego Elfa i Króla Ramusa. Każdy wykonany jest w ciemnym, typowym dla Elfidy kamieniu. </p>
<p>Po zwiedzaniu, pożegnałem się z Panem Kubą Pakulskim i wyszedłem do lasu. Było już późnawo, słońce zbliżało się ku zachodowi, a ja o dziwo nie zauważyłem żadnego w tym lesie żadnej aktywności. Ptaki milczały, owadów również za dużo nie widziałem. Słowem całkowita cisza. Jedyne, co mnie zaciekawiło to dziwne, zdrewniałe narośle paproci. „O nie! Ja nie odpuszczę!<br />
Teraz cisza, więc pewnie ruch zacznie się w nocy. Poczekam&#8221; pomyślałem. Może i teren był wyżynny, ale nie możliwe, żeby to było powodem tej ciszy. Nie myliłem się! Ledwie zaszło słońce, a już zaczęły się istnie niesamowite oznaki aktywności. Gdy w lesie zrobiło się już ciemno, w całym zasięgu mojego wzroku pojawiły się lekkie światełka, które z każdą chwilą rosły i rosły. Podszedłem do jednego bliżej i&#8230; ujrzałem tą dziwną zdrewniałą narośl paproci! O dziwo rozwijała się i to w tempie zauważalnym dla ludzkiego oka. Równolegle do rozwijania się tych twardych kulek coraz częściej podnosiły się głosy ptaków. Skrzydlate zwierzęta wydawały dźwięki jak chór z niewidzialnym dyrygentem. Najpierw ciche popiskiwania, które<br />
przechodziły w świergotanie. Gdy wysokie dźwięki wypełniły już cały las, okazjonalnie swoje zdanie wygłaszały większe ptaki niczym basowy głos w opozycji do sopranowego chóru. Wtem wydarzyło się coś, co było istnym zapalnikiem! Paprocie raptownie otworzyły się i z każdej wyleciały maleńkie świetliki, które wzbiły się do góry niemal w tym samym momencie. Małe<br />
światełka latały w tę i inną stronę. Teraz zrozumiałem, czemu starożytne elfy tak kochały leśne życie. Widok był niesamowity. Odczułem teraz prawdziwą magię tego miejsca, choć pewnie świetlików nikt nie czarował. Odpowiedzią na ten nagły wylot był ogromny ruch ptaków. W wielkiej grupie świateł widziałem, co chwila nowego ptaka. Każdy był z innego gatunku, a<br />
wszystkie były maleńkie, nie większe od mojej dłoni. Krzątały się tak szybko jak mogły polując na świetliki. Trochę mnie to dziwiło, bo przecież świetlikom nigdzie się nie śpieszyło, gdy wtem poczułem się jak pod armatnim ostrzałem. Coś ciągle przeszywało korony elfidzkich drzew, niczym grad kamieni. Hałas był tak ogromny, że przez chwilę chciałem uciekać, ale wtedy<br />
zobaczyłem, co to było. W pięknie oświetlonym lesie toczyła się istna bitwa. Polujące małe ptaszki zaatakowały duże ptaki drapieżne. Znalazłem się w środku ogromnego chaosu. Dziesiątki drapieżników, setki owadożerców i tysiące owadów walczyły między sobą o przetrwanie. Trwało to wszystko dziesięć minut. Najpierw umilkły małe ptaszki, potem odleciały duże, a<br />
świetliki spokojnie zasiadały na paprociach, które obejmowały je swoim bezpiecznym, zdrewniałym kokonem.</p>
<p>Potem w lesie na nowo zapanowała cisza. Czekałem na jakiś ruch ssaków siedząc pod drzewem, ale ta dzwoniąca w uszach cisza nie pozwoliła mi na to. Zasnąłem&#8230;</p>
<p>Rano opisałem te dziwne paprocie, zbadałem złapane świetliki i nie zobaczywszy nic osobliwego ruszyłem w poszukiwaniu Gnomów. Po, krótkiej wędrówce natknąłem się na karczmę. Wiedziałem już, że znalazłem przedstawicieli tego socjalistycznego narodu. Poprawiłem kaptur i wszedłem do środka. Zawiodłem się. Udawanym rosyjskim akcentem przedstawiłem się jako<br />
Dmitrij Wodomierz. W rozmowie z dwoma Gnomami, sugerowałem jak mogłem, że przyszedłem się po prostu napić i sprawdzić czy naprawdę mam taką słabą głowę, że po jednej kolejce już padam. Niestety żaden z towarzyszy nie postawił trunku na stół. Może to i lepiej bo ostatnie takie przygody w WinkTown zakończyły się okradzeniem mnie. Może to ręka opatrzności? Jeszcze w stanie nietrzeźwym bym sie przyznał do prawdziwego imienia&#8230;</p>
<p>Na tych terenach interesowało mnie jeszcze jedno. Co to jest tak reklamowane przez Gnomów Nic Ciekawego? Poszedłem tam według wskazówek, jakie dostałem w karczmie. Potwierdzam! To Nic Ciekawego, ale te Nic Ciekawego ma jakąś wewnętrzną magię. Niby niczym nie zachwyca, a jednak przyciąga. Spędziłem tu niemal cały dzień wdychając świeże górskie powietrze, po czym ruszyłem w kierunku miasta marszałków – Kanikogradu.</p>
<p>Wyjaśnienia:</p>
<p>Monarchofaszyzm – określenie używane głównie w państwach, które jak twierdzą „wyzwoliły się&#8221;. Odnosi się ono do monarchów, oraz ich zwolenników.</p>
<p>Socjalwyrwoterytoryzm – kontrokreślenie w stosunku do monarchofaszyzmu. Piętnuje ono państwa, które przywłaszczyły sobie cudzy teren. „Wyrwały terytorium&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://biblioteka.mikronacje.info/wedrujacy-templariusz-w-bergii-i-elfidzie/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
	</channel>
</rss>
